04.06.2020

Czerwiec 4, 2020 By: Magdalena Kozicka - Brak komentarzy

Przyszło do mnie dzisiaj wspomnienie dwóch miejsc, miejsc, które wywarły niezaprzeczalnie mocne wrażanie – to nie jedyne takie.
Wryły się w pamięć by po latach wracać, jako wspomnienie.
– Wiem, że umysł wykreował tamte wrażenia w moich wspomnieniach, ale nie chcę się nad tym pochylać.
Wykorzystywane (te wspomnienia) do różnorakich przemyśleń.
Zbliża się pełnia w strzelcu, może to ona zakrada się w zakamarki świadomości by budować osnowę zmiany. Wkrada się niezauważalnie, rozlewa po ciele i dokonuje zmiany.
Więc, wracam do swoich wspomnień miejsc czy miejsc wspomnień – zabawne, wystarczy, że przestawisz szyk i wszystko zmienia swe znaczenie.
Miejsca i związane z nimi wspomnienia. Małe miasteczko na Kubie, 15 a może 20 dzień fascynującej podróży. Zmęczona słońcem po całodniowych kąpielach, nadgryziona początkującą nudą i lekkim zniecierpliwieniem niedostatkami podróży. Nie mogłam zasnąć.

Jest noc, blisko północy. Wynajęte mieszkanie (serdeczni właściciele), wiatrak u sufitu leniwie poruszający gorącym powietrzem całodniowego upału, (bo kiedy młócił swoimi ramionami jak oszalały zaczynało się robić nieprzyjemnie). Okiennice otwarte, za nimi balkon, z którego mogłam zobaczyć miasteczko, dachy domów pokryte dachówką, wieżę kościelną i jeszcze toczące się siłą rozpędu życie jego mieszkańców.
Z minuty na minutę następuje zauważalna zmiana. Z turkotu, stukotu, gwaru, melodii puszczanej z radia lub telewizji coraz bardziej przebija się cisza, coraz rzadziej słychać kroki, rozmowy schodzą na cichszy ton, w tej zmianie słychać skrzypienie jadącego roweru, gdzieś pies zaszczeka wywołując lawinę odszczeknięć pozostałych pobratymców, może zwołujących się na nocne spotkanie.

Ja leżąca na łóżku, w ciemności oświetlonej poświatą latarni ulicznych.
Jestem jak matka przy zasypiającym dziecku, utulam do snu miasteczko.
Już tylko pojedyncze dźwięki słyszę, po raz kolejny wychodzę na balkon. Napawam się zachodzącą zmianą, nastającą ciszą i nadciągającym chłodem nocy po upalnym dniu.

Noc, miasteczko oddane pod władanie ludzi i stworzeń nocnego życia.

Zasypiam zmęczona wrażeniami. Zbyt mocno opalona przebudzam się po każdej zmianie pozycji. Sen mam płytki. Ostatecznie budzę się słysząc pojedyncze dźwięki koguta, który szykuje się by oznajmić światu nadejście dnia.

Świt.

Niebo z koloru atramentowego granatu przechodzi przez fiolet by się rozjaśnić, księżyc pochyla się na nieboskłonie dając miejsce wschodzącemu słońcu.

Uśmiecham się.

Nie ważne, że pora zbyt wczesna, że nie zdążyłam się wyspać, że na delikatnej skórze zbyt mocno opalonej odbita faktura pościeli.

Cieszę się.

Mr kogut swoim donośnym, początkowo niezbyt czystym głosem zaprasza do rozpoczęcia dnia.

Słyszę powoli budzące się miasteczko, ktoś idzie ulicą, przystaje i stawia coś na chodniku – może to mleko w szklanej butelce dla właściciela?
Otwierają się okiennice, drzwi, pierwsze rozmowy i pozdrowienia. Dźwięków przybywa jak życia, i tak zaczął się dzień, kolejny dzień.

Pielęgnuję w sobie wspomnienia tamtych wydarzeń, moich doświadczeń i odkryć. Są magiczne. Proszę nie pomyl tego z magią bajkową, to cud, jakim jest wszechświat, ludzie, zwierzęta, natura, ja i ty również. Mogłam to poczuć, doświadczyć i przeżyć.

Zostanę z moimi myślami w małym miasteczku na Kubie, w przestronnym pokoju, pieczołowicie pomalowanym przez właściciela na kolor niebieski, z ogromnym oknem, okiennicami i balkonem z widokiem na ulicę, małe warsztaty i ludzi wiodących swoje życie.

Otulona, rozbudzona, wdzięczna zaczynam swój dzień.

Magdalena